| Wywiad MA: Tomasz Kujawa |
| 02.01.12 |
|
Tomasza Kujawy, z którymi mieliśmy okazję porozmawiać podczas "Meczu Gwiazd 2011", nikomu, kto choć trochę interesuje się białostockim basketem, specjalnie przedstawiać nie trzeba. Były zawodnik m.in. Instalu Białystok, Rodexu Białystok, Wisły Kraków, Żubrów Białystok, a na końcu Biatransu Białystok, którego znakiem firmowym w polskiej lidze były rzuty za trzy punkty. Jak wspomina pierwsze lata swojej kariery, jak się czuje w nowej roli i, czy widzi szansę na powrót "kosza" do Białegostoku, o tym w wywiadzie MA. Miejskoaktywni: Białostocka Liga Sportu to obok amatorskich drużyn Żubrów Białystok ostatnie miejsce gdzie można obejrzeć na żywo koszykówkę w Białymstoku. Tomasz Kujawa: Dokładnie. Niestety koszykówka białostocka zniknęła z aren ligowych. Trzeba się cieszyć tym co jest. Patrząc na dzisiejszy "Mecz Gwiazd" widać, że wszystko jest fajnie zorganizowane, tłumy ludzi na trybunach, więc widać, że jest zapotrzebowanie na koszykówkę w Białymstoku. Myślę jednak, że w ciągu paru lat to się wszystko odrodzi i ponownie będziemy mogli oglądać białostockich koszykarzy na arenach ligowych. MA: Z wynika ten brak drużyn z naszego miasta w lidze? Bielsk Podlaski potrafił basket u siebie utrzymać. TK: Może w takich mniejszych miastach czasami łatwiej znaleźć pieniądze na drugą ligę niż w Białymstoku, gdzie wiadomo, że Jagiellonia i AZS pochłaniają wszystko, a pieniążków nawet na drugą ligę potrzeba naprawdę dużo. Główną przyczyną jest brak pieniędzy, bo zawodnicy są. Myślę, że nawet na poziom pierwszej ligi można spokojnie drużynę zebrać. MA: Dwa miesiące temu rozegrała sie walka o ostatnim klub z Białegostoku - Biatrans. TK: Białostockie realia. Zabrakło pieniędzy. Prezes klubu stwierdził, że finansowanie koszykówki przestało go interesować. Trudno mi powiedzieć z jakich względów. Jego prawo, to była jego drużyna, on ją finansował w trzeciej lidze. Niestety zabrakło mu inicjatywy do drugiej ligi i skończyło się jak to w Białymstoku. MA: Miesiąc temu ogłosił Pan zakończenie kariery jako koszykarz, obecnie szkoli Pan młodych zawodników w Żubrach Białystok. Jak się Pan czuje w nowej roli. TK: Jako trener jestem dopiero zaczynam. Mimo, że mam tyle lat doświadczenia jako koszykarz to trenerka jest zupełnie inną bajką. Cały czas się uczę, małymi kroczkami idę do przodu, mam nadzieję, że w przyszłości będę poważnym trenerem. MA: Wspominając Pana mecze, czy to w Instalu, czy później Żubrach zawsze myśli się o tym, że jak Pan wychodził na parkiet to musiała być jakaś "trójka". To było też pewne oczekiwanie ze strony kibiców, którzy wtedy przychodzili tłumnie. Czy takie myślenie bardziej Pana mobilizowało do rzutów za trzy, czy deprymowało? TK: Z jednej strony na pewno sprawiało mi to radość, bo tych trójek rzucana była masa. A z drugiej strony tak jak Pan powiedział przed każdym meczem to napięcie czułem, bo kibice liczyli na te cztery, pięć trójek w meczu i jak tego nie zrealizowałem to i ja byłem zawiedziony i publiczność również. Przykładem są dzisiejsze zawody, będzie konkurs rzutów za trzy punkty, jest 300 osób na trybunach, wyjdzie Tomasz Kujawa i nie daj Boże powinie mu się noga i będzie śmiech na sali. A mówiąc poważnie, troszeczkę mnie to spina, wiadomo, kibice liczą na te trójki cały czas mimo, że prawie dwa lata czynnie nie trenuje, więc jak wychodzę na parkiet z amatorami to wypadałoby wygrać, ale myślę też, że sam konkurs to jest loteria i sama umiejętność rzutów z czystej pozycji w konkursie jest inną rzeczą niż rzucić tą trójkę w meczu. Tu może być zatem różnie. MA: Jak w ogóle wspomina Pan te czasy najpierw w Instalu Białystok, potem Rodex Białystok...? TK: Te lata początkowe, czyli te pierwsze 8 lat zainteresowanie koszykówką było ogromne, na każdym meczu można było liczyć na 1-2tys. kibiców na trybunach. Potem jak Żubry awansowały do pierwszej ligi to takiej frekwencji nie było. Przychodziło po 300 osób maksymalnie i takiego zainteresowania nie było. Jak się gra przy pełnych trybunach na pewno są inne emocje, inaczej się mecz przeżywa już w Żubrach tego nie było. Jak się wychodziło na parkiet w hali Włókniarza to aż ręce drżały, mózg cierpł, jak się usłyszało doping kibiców. Na pewno te lata mojej kariery klubowej były piękne. MA: Miejmy nadzieję, że koszykówka w końcu wróci do Białegostoku TK: I ja taką mam nadzieję i, że będę miał w tym udział. MA: Dziękuję za rozmowę |




